Opublikowano:

[RECENZJA] Frostpunk – mroźny klimat zagłady

frostpunk recenzja

Gdy dobre kilka miesięcy temu poszukiwałem gry, która mogłaby stanowić godnego następcę Settlersów, natrafiłem na informacje o Frostpunku polskiego 11 bit studios odpowiedzialnego m.in. za dośc znany i uznany This War of Mine. Mimo, że nie jestem fanem steampunkowej stylistyki, coś w tym mroźnym tytule urzekło mnie na tyle, by po niego sięgnąć. Czy było warto?

Akcja gry dzieje się w alternatywnej rzeczywistości XIX wieku. Z nie do końca oczywistych powodów, mających prawdopodobnie pochodzenie kosmiczne, ludzkość znalazła się w tarapatach nie do pozazdroszczenia. Klimat Ziemi zmienił się na niezdatny do normalnego funkcjonowania. Planetę spowiła warstwa lodu, a temperatury -50 stopni Celsjusza na terenie Wielkiej Brytanii zaczęły być normą.

Przygotowując się na nieuniknione, inżynierowie zaczęli tworzyć gigantyczne reaktory, które mogły zapewnić przetrwanie resztek ludzkości. Twoim zadaniem jest utrzymanie działania reaktora i zapewnienie przetrwania garstce ocaleńców. Nie ma mowy o podbojach, wzniosłych ideach. Grupka ludzi, którymi kierujesz, chce właściwie tylko jednego – przetrwać do kolejnego dnia.

Należy wspomnieć o oprawie wizualno-dźwiękowej, która w pełni oddaje dramatyzm sytuacji. Zimno dosłownie zieje z monitora i głośników. Polecam podkręcenie basów, które mocno podnoszą klimat ambientu.

Co tu grzeje?

Punktem centralnym niewielkiego obszaru, którym zarządzasz, jest wspomniany wcześniej reaktor. Jako że akcja gry rozgrywa się w alternatywnej steampunkowej rzeczywistości XIX wieku, reaktor napędzany jest węglem, którego dostarczenie w ilości zapewniające działanie urządzenia stanowi jedno z kluczowych wyzwań.

Inne zasoby to stal i drewno. W tak ekstremalnych warunkach pieniądze nie mają już żadnej wartości i ich nieobecność w grze jest jak najbardziej odpowiednim zabiegiem. Z racji na ograniczoną populację i działanie pod presją czasu, mechanika gry w dużej mierze opiera się na przydzielaniu ludzi do określonych rodzajów budynków – prymitywnych tartaków, kopalni węgla, stali, lecznic i innych. Na szczęście można zarówno zatrzymywać jak i przyśpieszać czas w grze, co ułatwia podejmowanie przemyślanych decyzji.

Właściwie jedynym przeciwnikiem z jakim będziesz musiał się zmierzyć to niesamowite zimno, zamarznięte piekło na Ziemi. Utrzymanie działania reaktora na optymalnym poziomie i zapewnienie ciepła tworzonym budynkom to jedno z kluczowych wyzwań. Budynki ustawia się wokół reaktora, niczym warstwy cebuli. Im bliżej reaktora, tym oczywiście cieplej. Aby zapewnić ciepło w dalszych obszarach należy zwiększyć wydajność reaktora lub oprzeć się na dodatkowych grzejnikach instalowanych w konkretnych budynkach lub działających obszarowo.

frostpunk recenzja
Termowizja, oprócz czysto użytecznej funkcji, dodaje niesamowitej miodności

 

Aby to osiągnąć, należy właściwie poprawadzić całkiem rozbudowane drzewko rozwoju techonologii. Dzięki niemu można zdobywać zasoby i dostarczać ciepło na kilka różnych sposobów, co daje rozgrywce więcej zniuansowania. W ogóle cały Frostpunk naszpikowany jest małymi smaczkami, wprowadzanymi stopniowo, których opisywanie w całości wydłużyłoby tę recenzję do nieprzyzwoitej ilości znaków.

Jednym z takich rozwiązań, wprowadzających nowe zmienne do gry, jest możliwość ekploracji terenu wokół bazy przez ekipy zwiadowców. Ten element gry przedstawiony jest na osobnej uproszczonej mapie, która pokazuje większy obszar kompletnie pokrytego lodem i śniegiem terenu wokół naszej enklawy. Dzięki zwiadowcom, możemy zdobywać dodatkowe zasoby, ratować uchodźców z innych baz, które nie miały tyle szczęscia co my, znajdować technologie i rdzenie parowe potrzebne do budowy co bardziej zaawansowanych budynków lub automatonów.

Automatony to nic innego jak mechaniczne mega pająki żywcem wyjęte z Wild Wild West. Pięknie wpasowują się w stylistykę Frostpunka. W niektórych miejscach mogą zastępować całe brygady pracowników, ale oczywiście są bardzo drogie i mają też słabe strony.

frost punk recenzja
Mała osada rozrasta się z czasem kilkunastokrotnie, a ilość spraw do ogarnięcia dramatycznie wzrasta

Przydzielanie pracowinków do budynków to jedna z wielu warstw mechniki. Równie istotne jest dbanie o wskaźniki Niezadowolenia i Nadziei. Jak łatwo się domyślić, po zapełnieniu pasku Niezadowolenia, ludzie buntują się i następuje game over. Praktycznie każda decyzja ma mniejszy lub większy wpływ na paski N&N.

To prowadzi nas naturalnie do kolejnego aspektu FrostpunkaKsięgi Praw. Co jakiś czas będziesz musiał wprowadzać prawa, które będą miały bezpośredni wpływ na dalszą rozgrywkę. Przykładowo: ciągła walka o zasoby sprawi, że wcześniej czy później prawdopodobnie wprowadzisz prawo pozwalające na zatrudnianie dzieci. To oczywiście spowoduje publiczne niezadowolenie i inne konsekwencje, z którymi będzie trzeba sie zmierzyć w dalszym etapie gry.

Czy „Frostpunk” jest cool?

Po 11 godzinach nieustannego przymrożenia do monitora, o 4:20 rano stwierdziłem, że chyba czas iść spać. W ciągu ostatniego dziesięciolecia takie sytuacje mógłbym zliczyć na palcach jednej ręki. To chyba najlepsza recenzja jaką mogłem wystawić Frostpunkowi.

Jedynym irytującym mnie elementem gry jest budowa dróg. Czasami idzie to jak z płatka, a czasami musiałem się zdrowo nagimnastykować, żeby je utworzyć. Nie wiem czy to kwestia nieudolności, czy jakichś problemów z interfejsem.

Kolejne zagrożenie dla Frostpunka to brak trybu multiplayer. Wiem, że nie wszystkich to zmartwi, ale po prostu mówię jak jest, niczym Mariusz Max Kolonko. Zapewne autorzy gry nie porzucą jej szybko, gdyż już przed premierą zyskała sobie całkiem spory rozgłos. Niebawem pojawią się nowe scenariusze, które przedłużą możliwość zabawy.

Jeśli lubisz strategie ekonomiczne bez obawy sięgaj po Frostpunka! Na pewno zapewni Ci wiele godzin godziwej rozkminy w mroźnym postapokaliptycznym klimacie.

 

Hola @ me:

Wujek Franki na FB

Mail: franki [małpa] kreatorium.com

P.S. Jarają Cię „klimaty Settlersowe”? Koniecznie sprawdź Northgard! Ta utrzymana w skandynawskiej stylistyce gra ma zdecydowanie bardziej uproszczoną mechanikę, wględem Frostpunka, ale również zapewniła mi sporo zabawy.

Opublikowano:

Najlepsze miejscówki z szamą w Polsce

Podróżując po Polsce w ramach konwentowych wojaży, często sprawdzam miejsca gastronomicznej rozkoszy lub koszmaru. Zarówno stacjonarne bary i restauracje, jak i foodtrucki. Abyś skorzystał(a), na co najmniej dobrej i przystępnej cenowo szamie, sporządzam wiecznie żyjącą Listę Najlepszych Miejscówek z Szamą w Polsce! (w skrrrrycie: LNMZSWP!).

Trzeba Ci wiedzieć, że Wujek Franki potrafi zrobić w kuchni to i owo i nie zadowoli się pierwszym lepszym kebabem czy foodtruckiem. Choć na pewno je sprawdzi. Zazwyczaj później będzie żałował.

Chwilowa krótkość listy nie wynika z tego, że tak mało miejsc jest wartych polecenia, jeno z faktu, że chcę dać już jakieś rekomendacje, a niekoniecznie chce mi się pisać za jednym posiedzeniem kolejną księgę Pana Tadeusza, jeśli łapiesz alegorię.

Foodtrucki

Ostatnimi czasy znalezienie foodtrucka z dobrą szamą graniczy z cudem…

Burrito in love

…tym milej zakoczył mnie przyczułek meksykańskiej kuchni w postaci foodtrucka Burrito in love. Okazało się, że mój foodie-sonar zadziałał należycie i wyhaczyłem go już na początku wiosenngo Warsaw Comic Conu. Pierwszy strzał w postaci burrito z chili con carne trafiło w punktu zarówno pod względem kompozycji smaku jak i ostrości. Tak jest! Kolejne podejście, tym razem do burrito z wołowinką, również zadziałało jak trzeba. Świetna kompozycja dodatków, sosu, właściwa konsystencja – cud-malina.

Trzeciego dnia konwentu postanowiłem zaszaleć i sprawdziłem również wersję burrito z wieprzowiną. I tu zawiodłem się srodze, bo mimo dużej ilości mięska okazało się ono suche :(. A to jeden z największych grzechów jaki można popełnić na mięsie. Nie wiem czy był to jednorazowy wypadek przy pracy, czy standard, ale tak czy siak macie 2 rodzaje burrito, które mogę spokojnie polecić o każdej porze dnia i nocy.

FB: facebook.com/burritoinloveee/

Lokale stacjonarne

Poznań – Kraszkebab

Kiedy idę na kebaba, moją jedyną nadzieją jest to, aby był ostry tylko w jedną stronę. I to wyczerpuje oczekiwania większości z nas, bo 99% kebabowni w Polsce ssie bardziej niż Sasha Grey u szczytu kariery.

Od tej zasady są pewne wyjątki. Jeden z nich znajdziemy w Poznaniu. Kraszkebab jest znanym i uznanym przybytkiem kebabowej rozkoszy. Co zaskakuje dodatkowo to wybór mięs, rodzajów “opakowania” (samych tortilli są chyba z 3 rodzaje), sosów (kosmiczny odjazd!) i pełna kontrola nad dodatkami.

Niezależnie od wybranej opcji spodziewajcie się świeżości składników i rewelacyjnego smaku. W bardziej obleganych porach na swojego kebsona w Kraszu trzeba czekać nawet 45 minut.

Na szczęście czekanie i konsumpcję umila ogródek na tyle knajpy. Leżaczki i oficjalna  możliwość wnoszenia własnych napojów rozweselających dodają dodatkowego splendoru. Podczas ostatniego Pyrkonu spędziliśmy w ogródku 3 bite godziny przegryzając kebaby frytkami i na odwrót.

Kraszkebab znajduje się 10 minut spokojnego spaceru od Międzynarodowych Targów Poznańskich, co stanowi dodatkowy atut, jeśli akurat tam jesteś.

Kraszkebab to jeden z tych streetfoodowych przybytków w Poznaniu, które po prostu trzeba znać.  

BEWARE! Sos chipotle jest piekielnie ostry, nawet zmieszany z innym!

FB: facebook.com/kraszkebab/

Warszawa i Pruszków – bar Hanoi

Klasyczny „warszawski chińczyk” prowadzony oczywiście przez Wietnamczyków. Tak przynajmniej zakładam, po nazwie lokalu mieniącej się stolicą Wietnamu. To duże zobowiązanie, ale zostało udźwignięte. Patrząc na bar z pozycji menu i grafiki strony możemy zostać zaskoczeni. W tym wypadku pozytywnie: świeżością produktów, dobrym smakiem i dużymi porcjami. Czyli, to wszystko, co lubimy najbardziej. Po całym dniu na konwencie wszamałem zupkę wontom z makaronem chińskim. Makarony jadłem lepsze w życiu. Z kolei lekkość samego bulionu została zrównoważona wyrazistością, chrupkością i świeżością warzyw. Kurczak po seczuańsku również zrobił robotę. Chętnie sprawdzę kolejne pozycje w menu.

Dodatkowy plus baru Hanoi stanowią niskie ceny. Spory ruch zdawał się potwierdzać moje obserwacje, że tubylcy darzą tą miejscówkę dużym zaufaniem.

Sprawdzając jedynie pruszkowski przybytek, nie mogę wypowiedzieć się o warszawskim, ale zakładam, że jest to warte weryfikacji, której zamierzam dokonać w pierwszym możliwym terminie. 🙂

www: bar-hanoi.pl
FB: chyba brak, ale zobacz na www to zrozumiesz dlaczego 😉

Gdańsk – Mesobox

Charakterystyczny czerwony kontener przy samym przystanku SKM Gdańsk-Przymorze, w którym znajdziesz bardzo dobrej jakości japoński street food. Pierwsze co powinieneś tam  zamówić to zupę ramen, nad którą masz pełną kontrolę – zarówno nad bazą w postaci bulionu, jak i rodzajami makaronu i dodatków. Nie jestem wielkim znawcą kuchni japońskiej, więc nie mam zamiaru się wymądrzać, ale ramen w wykonaniu Mesobox jest to po prostu pycha.

Bardzo ciekawa pozycja w menu Mesobox to japońska wariacja na temat sushi-kebaba (z powodu składników z kebabem nie ma nic wspólnego, chodzi o formę rollo). Za pierwszy razem, gdy jadłem wspomniane spicy rollo zawinięte w wodorosty było po prostu idealne! Aż uroniłem łezkę. Niestety, ostatnim razem, gdy je zamówiłem, było zdecydowanie za suche i nie jestem jedyną osobą, która zwróciła uwagę na ten fakt (sprawdźcie opinie na FB).

FB: facebook.com/Mesobox/

Biała księga street foodu

Każdy z opisanych przybytków kulinarnych rozkoszy na czas pisania jego recenzji szczerze polecam, uwględniając uwagi, którymi się podzieliłem. Świat gastronomii ma do siebie to, że często się zmienia, niekoniecznie na lepsze. Jeśli podczas kolejnej wizyty w tych miejscach jakość drastycznie się obniży, na pewno dam o tym znać.

Napisz w komentarzach jakie miejscówki powinienem sprawdzić Twoim zdaniem. Razem stworzymy system gwiazdek szpanu popularniejszy od Michelin! 😉 A na pewno bardziej przydatny na codzień.

Hola @ me:

Wujek Franki na FB

Mail: franki [małpa] kreatorium.com

Opublikowano:

Jim Carrey jako… Tadek

jim carrey dark crimes

Kiedy widzisz na ekranie w jednej scenie Jima Carreya i Roberta Więckiewicza to wiedz, że coś się dzieje! Jeśli dodatkowo w amerykańskim filmie widzisz polskie samochody policji i nasze rodzime scenerie, to można chociaż obejrzeć trailer.

tadek jim carrey

Uwaga gratis: pod trailerem dowód na efekt Mandeli!

Trailer Dark Crimes

A teraz obiecany wcześniej dowód na efekt Mandeli. Prezentowana w trailerze nazwa filmu to Dark Crimes. Natomiast na IMDB jak byk widnieje True Crimes. Jedyne logiczne wytłumaczenie to błąd matrixa.

Efekt Mandeli udowodniony! Case closed!
Efekt Mandeli udowodniony! Case closed!
Opublikowano:

Znaki UFO pozostawione w drzewach na Kaszubach! [DOWODY > SZOK!]

W tym wpisie zobaczycie na własne oczy nieujawnione wcześniej dowody na istnienie UFO! Ale po kolei…

Podczas wycieczki rowerowej w lesie natrafiłem na następująco oznakowane drzewo:

tajna baza

Myślałem, że to oznaczenie wjazdu do leśnej bazy Kreatorium, ale po chwili przypomniałem sobie, że nie mamy żadnej leśnej bazy.

Już miałem odjechać, jednak, ku mojemu szokowi, spostrzegłem na pobliskim drzewie dziwne znaki. Były na tyle tajemnicze, że postanowiłem się pochylić chwilę nad tym ewidentnym fenomenem i zrobić dokumentację fotograficzną. Jako, że w pierwszej połowie XXI wieku prawie wszyscy nosimy w kieszeni aparaty i kamery HD, okazało się to nad wyraz proste zadanie.

opcy

Mimo że nie znam starożytnego pisma Obcych, wiem jedno – takie rzeczy nie są normalne. Czy widzieliście kiedyś normalne, zdrowe, polskie drzewo (np. brzozę) , które zrobiłoby sobie samo coś takiego? To musiało być działanie zewnętrznych sił obcego pochodzenia.

Przez cały czas towarzyszyły mi jednak uczucia bycia obserwowanym. Nie widziałem jednak wokół siebie żywej duszy, co dodatkowo wzmagało uczucie dziwności.

Nie zdążyłem schować telefonu do kieszeni, kiedy odkryłem kolejną anomalię – rozpołowione drzewo. Nagromadzenie trzech dziwnych zjawisk na tak małym obszarze kazało mi się zastanowić, co może to oznaczać.

opce drzewo
Opce drzewo

Zaczynałem dostrzegać w tym większy schemat…

Nagle olśniło mnie! Te 3 drzewa układają się w trójkąt oczywisty! A jak trójkąty to wiadomo co dalej – Iluminaci, Templariusze, Reptilianie, New World Order, Google, Facebook, Mark Zuckerberg, Donald Trump. A jak Donald i Kaszuby to już wiadomo, kto za tym wszystkim stoi…

"Trójkąt kaszubski". Przypadek? Nie sondzę.
„Trójkąt kaszubski”. Przypadek? Nie sondzę.

Kreatorium – bawiąc i szokując, uczy.
Jak? Tak:

Podczas wycieczki natrafiłem również na inne opce artefakty, które udokumentowałem:

śmieci

butelka śmieci

trash food
To się nazywa trash food

UWAGA PRZEKAZ: Przypuszczam, że 90% ludzi rozumie, że zostawianie po sobie śmieci gdziekolwiek nie jest szczytem lansu i tego nie robi, ale mam przekaz do tych bardziej powolnych 10%: ogarnijcie się.

Opublikowano:

Czy żyjemy w symulacji?

czy żyjemy w matrixie?

Któż z nas po projekcji Matrixa nie zastanawiał się, czy rzeczywistość w swojej istocie nie wygląda tak, jak została przedstawiona w tej klasycznej trylogii dziś już sióstr Wachowskich? Że nasze życie jest jedynie symulacją, a prawdziwa natura Wszechświata jest przed nami skryta?

Już Platon wspominał o cieniach w jaskini, będących jedynie odbiciem rzeczywistości. Nie tylko filozofowie i filmowcy mają podobne rozkminy, ale również stąpający po twardym gruncie naukowcy i biznesmeni. Do tej ostatniej grupy z pewnością można zaliczyć Elona Muska, który otwarcie twierdzi, że możemy być jedynie „kosmicznymi Simami”. Podobno te rewelacje zostały już obalone, ale coś może być na rzeczy, skoro jako ludzkość tak często wracamy do tego zagadnienia…

Zrobił to też ostatnio Piotr „Kosa” Kosek z Astrofazy w swoim cyklu Astrorozkmina. Nie gwarantuję, że zrozumiecie wszystko co zostało tam powiedziane (ja nie ogarnąłem do końca niektórych aspektów, #NotNerdEnough). Ale* na pewno Wasz mózg będzie musiał wejść na wyższe obroty, co może być inspirujące na wiele różnych sposobów…

I niech ktoś po obejrzeniu tego powie tylko, że w tych internetach są same głupoty. 😉

* tak, tak, wiem, że zdania nie zaczyna się od „Ale”

A’propos: Najlepsze Ale na osiedlu

Opublikowano:

Park Star Wars – video z placu budowy UPDATE

park star wars

Zakładając, że nie żyłeś na Ahch-To*, prawdopodobnie dotarły do Ciebie informacje o budowie ogromnej strefy tematycznej Star Wars na terenie Disneylandu. Znana jest już nawet nazwa tej strefy: “Star Wars: Galaxy’s Edge„, co można przetłumaczyć jako „Krawędź Galaktyki”. Nawet poetycko.

* to ta planeta z The Last Jedi na której zaszł się Luke. Fun fakt: okazuje się, że znajduje się na niej pierwsza ever świątynia Jedi!

Goście atrakcji Disneya odwiedzą planetę Batuu, odległy posterunek na krańcu galaktyki. W przeszłości było to istotny węzeł komunikacyjny szlaków handlowych.

Dwa to więcej niż jeden

Jako że USA są krajem, w którym nikt nie przepuści okazji na solidny zarobek, jednocześnie budowane są aż dwie strefy Star Wars! Jedna z nich powstaje w Disneylandzie na Florydzie, a druga, identyczna, w Kaliforni w mieście Anaheim.

Video z placu budowy:

W pobliżu atrakcji planowane jest również otworzenie hoteli utrzymanych w stylistyce Gwiezdnych wojen. 4 .2 miliarda dolarów wydane na licencję w 2012 rok już się Disneyowi zwróciły, ale przecież maszynka do zarabiania ma przed sobą jeszcze dekady profitów.

Otwarcie stref zapowiedziano na 2019 rok, nie podając bardziej szczegółowych dat. Więcej informacji i artworków parku znajdziesz na portalu starwars.pl

Dajo duży kod rabatowy na Star Wars!

A jeśli brakuje Ci akurat w szafie koszulek Star Wars albo szukasz dobrego prezentu, leć z prędkością światła (lub szybciej) do strefy licencyjnej Star Wars na Kreatorium, gdzie oszołomiony jakością bawełny, będziesz mógł wydać trochę kredytów. Podaj kod rabatowy PARK w trakcie składania zamówienia, a dostaniesz 20% rabatu na swag Star Wars!

watto only money

UPDATE: Dzięki serwisowi starwars.pl znamy już datę otwarcia parków – w Kaliforni już latem 2019 roku, natomiast na Florydzie kilka miesięcy później, bo późną jesienią. Można już zacząć zbierać na bilety.

Opublikowano:

Altered Carbon a.k.a. Nieśmiertelność 4 Life

altered carbon

Czy nieśmiertelność jest taka fajna jak się wydaje? Jakie pułapki czekają na „nieśmiertelnych”? No i kolejne kluczowe pytanie: czy Altered Carbon to fajny serial warty poświęcenia Twojego czasu?

Altered Carbon a.k.a. Nieśmiertelność 4 Life

Nie będzie żadnym spoilerem, jeśli zdradzę, że serial Altered Carbon traktuje o ludzkiej (nie)śmiertelności, ułomnościach i (nielicznych) zaletach. To Blade Runner na miarę Netflixa. I jest to bardzo duży komplement.

Gdzieś w necie przewinęła mi się opinia, że Altered Carbon to Blade Runner w wersji porno. Trudno się z tym nie zgodzić, ale jednocześnie zauważyć, że jest to wciąż bardzo duży ukłon w stronę tego serialu. Być porównanym do bezsprzecznej klasyki kina XX wieku to jednak coś.

Altered Carbon zdecydowanie daje swoją wartość dodaną ponad „porno”. Mamy tu przewijająca się w tle ciągłą rozkminę o Sztucznej Inteligencji, Bogu, Ludzkiej Naturze, Futuryźmie , Tradycji, Kulturze i de facto Życiu w ogóle. Więc grube tematy, ale podane w strawnej i atrakcyjnej formie.

(Bardzo) dobra jakość produkcyjna

Umówmy się, Netflix ma różny poziom produkcyjno-jakościowy seriali i filmów. Wiadomo, w Netflixie zazwyczaj wiocha nie piszczy, ale top-notch-hollywood-style to to też zazwyczaj nie jest 🙂 Altered Carbon jest w tym wypadku ewidentnym diamentem w koronie (hajsy wywalone na billboardy w dużych miastach coś o tym mówio).  Jakość efektów CGI jest przynajmniej przyzwoita, a zazwyczaj bardzo satysfakcjonująca. Shit’s get real. Czasami zamruczysz pod nosem „OK, to zrobili naprawdę wystarczająco dobrze”, ale równie często zawyjesz „WOW, to oni już tak umio?!”. Więc pod względem wizualnym przez większość czasu jest A klasa. Czasami nawet więcej.

Warstwa wizualna jest pierwszym składnikiem tego dania.  Altered Carbon to również warstwa fabularna. Szału nie będzie, ale generalnie można przeżyć, przeoglądać i nawet zachować ciekawość, co się dalej wydarzy. Akcja mknie w miarę wartko, co jest miłe. /weź poprawkę, że Wujek Franki nie rozkminia za bardzo spójności fabularnej i takich tam/

Trzecią warstwą „cebulki” serialu Netflixa jest oczywiście zagajenie widza o (Nie Tylko) Najważniesze Pytania Ludzkości.

Czyli: o co chodzi z tym Życiem, Dlaczego Sex Jest Taki Fajny i jakie są ostatnie osiągnięcia nauki w temacie Nieśmiertelności i klonowania (you know, the usual…). Czy dusza i ciało to byty zupełnie oddzielne (okazuje się, że najnowsza mainstream-nauka wcale tak nie uważa).

Recenzja w jednym akapicie

Na sam koniec Jedyna na Świecie Jednozdaniowa Recenzja Alter Carbon /drums, please/:
zamiast czytania opinii o tym serialu, po prostu poświęć czas na obejrzenie pierwszego odcinka, bo albo Cię wciągnie albo nie. Mnie wciągnął na cały pierwszy sezon.

P. S. Polecam bardzo ciekawy wywiad Ludzki umysł da się przenosić między ciałami? Przegalińska: „Wizja z ‚Altered Carbon’ to zgubny pomysł”